zamyślenia nad książką
piątek, 10 kwietnia 2026
Trylogia Zaufania: "Zaufaj, puść i kochaj" Monika Górska; Fabryka Opowieści; 2022
Tak trudno jest opowiedzieć o swojej wierze. Tak trudno dać świadectwo. Podziwiam autorkę Trylogii Zaufania za odwagę. To takie intymne, osobiste poruszenia serca. To podjęcie ryzyka, że się nie zostanie zrozumianym, albo zrozumianym źle, a nawet wyśmianym, zlekceważonym. Ponaglenie serca musiało jednak być tak silne, że powstają książki, które niosą w świat ważne przesłanie: jesteś kochany- naprawdę Ty, nie ludzkość: TY! Uwierz w to, zaufaj, puść i kochaj Ty także.
Czytałam tą pozycję jak swój własny pamiętnik. Choć historia mojego życia toczy się zupełnie innym torem, to moje przeżywanie wiary jest tak podobne; to samo mnie wzrusza, zachwyca i z drugiej strony martwi.
Mam w zwyczaju przeczytaną książkę na swoje potrzeby streszczać, zapisywać różne cytaty, które w jakiś szczególny sposób mnie dotknęły. I przy tej pozycji szczególnie cieszę się z tego, bo pamieć jest tak ulotna, a z nieukrywaną przyjemnością przypomniałam sobie te fragmenty, które czytając zaznaczyłam (zaskoczyły mnie na nowo)!
"Po czym poznaję, że Najlepszy Scenarzysta Świata maczał w tym palce? Mam bardzo prosty test: SAMA BYM SOBIE TEGO NIE WYMYŚLIŁA!" Genialne!
"Nie narzekaj, że masz pod górkę, gdy idziesz na szczyt"- zamierzam się tak też motywować, robiąc ciężkie treningi ;-)
"Przeszkody to schody. I to ja mogę zdecydować, czy pójdę nimi w górę czy w dół"
Wiele osób bliskich mojemu sercu nie praktykuje obrzędów religijnych. Nie rozumie ich znaczenia, wręcz są wrogo nastawieni, nawet jeśli gdzieś na dnie swojego serca czują przekonanie, że Bóg jest. Jak wytłumaczyć? Przecież to opowieść jak z jakiś mitów czy legend. O Trójcy, o aniołach i demonach, o Bogu, który rodzi się w stajni, z matki dziewicy. Jakie to trudne! Jestem przekonana, że nie da się uwierzyć rozumowo. Wiara to łaska, dar. Od czego zacząć?
"Najpierw uwierzyć, że On jest mną absolutnie zachwycony! No przecież mnie taką wymyślił! Na swój obraz i podobieństwo. Wymarzył mnie sobie! Mam więc już wszystko co potrzeba. I to WSZYSTKO mogę z siebie dawać. I pomnażać talenty, które od Niego dostałam. Właśnie dziś. Choć przeciez nie jestem święta. Chciałabym być. I wierzę, że kiedyś będę. Ale jeszcze nie jestem".
"Od jakiegoś czasu myślę o tym, jak wiele potrafią zmienić takie małe, drobne gesty. Ile dobra wywołać. Nie chodzi o nic wielkiego. Zwolnienie kroku, kiedy tamta pani chce stanąć przede mną w kolejnce, przepuszczenie tego kierowcy z bocznej ulicy, modlitwa za tę zapłakaną dziewczynę na moście albo za tamtego starszego pana, który biegnie do tramwaju. Żeby zdążył. Porozumiewawczy błysk oka do zmęczonej kasjerki. Uśmiech, a nawet cień uśmiechu. Uspokajające muśnięcie ramienia. Mocniejszy niż zwykle uścisk dłoni.... Szukałam dla tych drobnych gestów nazwy. I wydaje mi się, że znalazłam: mikroczynki. Jak drobinki dobra, jak okruszki dobrych uczynków. Subtelene jak pocałunek motyla. (...) I nagle porusza mnie myśl, że jedna pomarańcza podana kobiecie z urwaną siatką, na rogu krasińskiego, jak uderzenie skrzydeł motyla może wywołać ogromną falę. Tsunami czułości w Uttar Pradesh."
"Po raz kolejny przekonałam się, że mogeę móc. I mogę nie móc. Ale żeby móc, najpierw potrzeba decyzji. I zrobienia tego pierwszego kroku. A potem następnych. I zaufania, że jesli jest to zapisane w Najlepszym Scenariuszu Świata, to będzie mi dane. A jesli nawet nie jest zapisane, to zawsze mogę o to poprosić. Wszyscy ewangeliści (...) zgodnie cytują słowa Jezusa: - Proś, a będzie ci dane. (...) Czy to nie cudowne? To on sam mnie prosi, żebym jego prosiła! I żebym Mu w pełni zaufała, że będzie mi dane. Że otrzymam".
"Uczyniwszy na wieki wybór, w każdej chwili wybierać muszę. (Jerzy Liebert). Podobnie jest z zaufaniem. Każda chwila sprawdza, czy naprawdę ufam. Każdy nowy trud, nowe cierpienie, nowe wyzwanie, nowy człowiek na mojej drodze, to nowy wybór: -Jezu ufam! Albo i: Jezu....nie ufam Tobie!"
Modlitwa. Trudno mi uklęknąć i w skupieniu odmówić modlitwy, te które obiecałam. Za nienarodzone dziecko w duchowej adopcji, za kapłana w modliwie margaretkowej, za swoje dzieci w róży różańcowej, do Maryi Szkaplerznej, modlitwa brewiarzowa. Moje myśli są wszędzie, a ciało najczęściej usypia. Choć staram się przesycać modlitwą cały mój dzień to jest dalekie od ideału, pełne chaosu, ale cieszę się i tymi chwilami, one są przecież odzwierciedleniem tego, jaką jestem ja. Bóg wie, czego mi potrzeba, zna intencje mojego serca i mam nadzieję, że mi wybacza to dziadostwo. Chciałabym by po prostu każde bicie mojego serca i każdy oddech, który wykonuję modlił się za mnie.
Monika Górska proponuje:
ZWZ: NAJPROSTSZA MODLITWA ŚWIATA:
Z: ZAWIERZENIE, nawet wbrew własnej logice. To daje taki pokój. I niesamowite poczucie wolności i lekkości. Chroni przed natrętnymi jak komary, kiedy zbiera się na deszcz, myślami.
W: WDZIĘCZNOŚĆ, która w naturalny, bezbolesny sposón rodzi radość. I tak pięknie pozwala złapać dystans do siebie. Chroni przed jęczeniem, narzekaniem i krytykanctwem.
Z: ZACHWYT. Jak zakochanie dodaje skrzydeł. Rodzi entuzjazm. Chroni przed rezygnacją, lenistwem i niewiarą w siebie. Jak świerkowe szczapy w kominku rozpala ducha. A z niego biorą się myśli i działanie. Ku pięknu. Tak, by zachwycało do pracy. I by się zmartwychwstało...
i piękne słowa hymnu:
"O Trójco wieczna, jesteś Oceanem głębokim,
w którym im więcej szukam, tym więcej znajduję,
a im więcej znajduję, tym więcej Cię szukam.
Przyoblecz mnie w siebie,
abym stała się Twoim obrazem,
o Potęgo, Mądrości i Miłości, Ojcze, Synu i Duchu Święty"
"Nieodmiennie mnie wzrusza, ze w Liturgii Godzin łączymy się wszyscy. Każdego dnia i w każdym miejscu na świecie, duchowni czy świeccy, mężczyźni i kobiety, młodzi i starsi, modlimy się tak samo. W hymnach, psalmach, fragmentach Pisma Świętego i traktatów Ojców Kościoła, prośbach za wszystkich potrzebujących, w Kantyku Zachariasza rano i Magnificat Maryi wieczorem, ogarniamy modlitwami cały Boży świat. Jakbyśmy wszyscy razem byli podłąćzeni do jednej wielkiej elektrowni, która ładuje go miłością i pokojem". (No i ja podłączyłam się do tej elektrowni. Ściągnęłam sobie brewiarz w aplikacji na telefon- cudne czasy- nie trzeba skomplikowanych procedur, odszukiwania odpowiedniego roku, antyfon i pieśni; wszystko gotowe :)
"Bardzo mnie wzruszają te słowa Maryi do Gabriela: "Let it be". Niechaj się stanie. To te same slowa, którymi Bóg stworzył świat. Niechaj się stanie Światłość... A teraz Maryja powtarza je, by z narodzeniem Jezusa świat mógł się narodzić na nowo. Niech tak będzie, jak mówisz! Niech tak będzie, jak chcesz."
Tak sobie myślę, że gdyby tak umieć mówić Bogu codziennie, za każdym razem, "Bądź wola Twoja"- ach jak cudnym miejscem do życia byłby ten świat! Zamiast tego w większości przypadków jest wola moja, a co za tym idzie grzech, rozgoryczenie, zawód....eh....
"Za chwilę ruszam na Górę Przemienienia. I już teraz proszę o cud. Jesli prawdą jest, że człowiek w sześćdziesięciu-siedemdziesięciu procentach składa się z wody, to ja proszę Matkę Jezusa, żeby szepnęła swojemu Synowi, żeby całą tą wodę przemienił w wino. Może być niskoprocentowe. Byleby zmieniło moje smutki i żałobne lamenty w radość i wesele." :-) Cudne! :-)
"Da się platonicznie kochać, ale nie da się platonicznie ufać"
"Namaste znaczy w sanskrycie: "Światło we mnie kłania się Światłu w tobie" albo "Boskość we mnie kłania się boskości w tobie". Gdyby się tak witać z każdym, mając na uwadze, że jest światynią Boga- podchodzilibyśmy do siebie z szacunkiem i godnością.
"Znaki znaczą. To taki sekretny język, który rozpoznaje się sercem. Symbol, przez który widać to, czego nie widać." Odbierasz i przeżywasz wydarzenia swojego życia, tak, jakie masz do tego podejście. Na przykład jeśli ktoś osobie chorej mówi: "Będę się za ciebie modlić"; to jedni powiedzą, banał! Pusty frazes! Dziecinada! Ale jeżeli wierzysz, że modlitwa ma realną moc i że osoba to wypowiadająca życzy tobie dobrze i chce pomóc tak jak potrafi, to co pojawia się w twoim sercu: wdzięczność i pokój. Albo inny przykład: ktoś powie: "przypadek", "zbieg okoliczności" a inny zobaczy w tym działanie Boga, który się o Ciebie troszczy. Jakie uczucia są w sercach tych osób: u tych pierwszych zdarzenie niczego nie zmieni; u tych drugich pojawi się wdzięczność, zachwyt, radość. Dlaczego wolisz karmić się jadem politycznego przekazu mediów, które zachęca cię do oczerniania innych, w imię realnego wpływu na sytuacje w kraju? Czy nie wolisz pójść na spacer i serdecznie uśmiechać się nawet do tych, którzy mają przeciwne do twoich poglądy? Jakie uczucia rodzą się w Twoim sercu: zamiast pogardy i nienawiści, (które odbierają i tobie zdrowie i spokojny sen) mieć życzliwość i pokój?
"Praca pracuje na siebie. Misja porywa innych." Czy to nie jest prawdziwe i w kontekście księży i każdego z nas, na przykład mnie jako nauczyciela? Jest co poprawiać!
"The best present is present". :-)
Czytam jakiś fragment Pisma świętego kolejny już raz, wydaje mi się, że wycisnęłam z niego wszystko, a wieokrotnie ktoś podsuwa jakieś inne spojrzenie, jakieś podejście z innej strony i rozdziawiam szeroko usta w zaskoczeniu, że zupełnie tak tego nie odbierałam. Monika potrafiła mnie tak podejść kilkukrotnie.
"W grece jest kilka słów, które wyrażają miłość. Eros, agape, filia i storge.
Agape to jest rolls-royce Miłości. To miłość bezwarunkowa, miłość bez powodu, totalne oddanie się komuś, bez targowania i oczekiwania czegoś w zamian.
Filia to miłość przyjacielska, braterska. Dużo w niej pokoju, harmonii i ciepła.
Storge to miłość wspólnych wartości. Czułość, która ukołysze jak matka w ramionach, pocieszy i wspiera.
Eros, wiadomo, bliższy jest zakochaniu i namiętności.
Więc kiedy Jezus pyta pierwszy raz Piotra, czy Go miłuje, używa słów "agapas me?"
Ale Piotr nie odpowiada w taki sam sposób. On mówi: - Tak.kocham. Ale słowo, jakiego używa, wskazuje na inny rodzaj miłości: "te filia" Więc Jezus grzecznie powtarza: - Czy miłujesz mnie? Może już mocniej wymawia to słowo, jakby chciał je docisnąć, tak, żeby Piotr ne miał juz wątpliwości, o jaką miłość go pyta. Ale Piotr powtarza swoje. Moze już wie, że może nie potrafi jeszcze kochać wszechogarniającą, bezinetersowną miłością jak Bóg. I teraz jest najbardziej genialny moment tego dialogu. Jezus nie strzela focha. Nie mówi: - Ale mi przykro! To ja cię powołałem, prowadziłem, zrobiłem cię nowym człowiekiem, dałem ci nowe imię, a teraz ty tak Mi odpłacasz? To ma byc miłość? Ani nie pyta Piotra po raz trzeci, czy go miłuje. Ale pyta: - Czy kochasz Mine? Fileis me?
Schodzi do jego poziomu. Akceptuje Piotra takim, jaki jest. Wie, że kiedyś dorośnie do innego rodzaju miłości, kiedy zaprowadzą go tam, dokąd nie będzie chciał. Ale teraz przyjmuje jego miłość, taką jaką jest".
I sprawa Kościoła. Tak mnie boli, jak tyle na niego wylewa się pomyj, oszczerstw, żartów. Ile dla niego dzisiaj nienawiści! A choćby sam papież, biskupi, kapłani niedomagali, to przecież tylko dzięki nim mamy dostęp do sakramentów, inaczej się nie da! Tak mi przykro, że nie jest bez zarzutu. Tak bym chciała, by pociągał za sobą, by był mężny, waleczny, święty.
"I pomyśleć tylko, że u samych źródeł chrześcijaństwa jest nawrócony zdrajca i nawrócony morderca chrześcijan, Paweł. Im właśnie powierza Jezus swój Kościół. Co się dziwić, że jest taki poraniony. Tyle ma zmarszczek! (...) Ma juz przecież dwa tysiące lat! Tak bym chciała, żeby był idealny. Czysty. (...) A jest taki jak my. Jak nasze rodziny. Jak ja."
"Ja do was mówię poprzez wszystko, z czym spotykacie się w dniu waszym. Chciejcie tylko zatrzymać pęd waszych myśli, ustalcie się we mnie. (...) Kto idzie w imię Moje, Moje oblicze pokazuje światu: OBLICZE MIŁOŚCI. Ile jej w was, tyle Mnie." (słowa Jezusa w "Pozwólcie ogarnąć się miłości". Anna Dąmbska)
Chrześciajaństwo jest takie piękne. Wystarczy tylko zaufać, zaufać i puścić, zaufać, puścić i kochać.
piątek, 27 lutego 2026
PIĄTA EWANGELIA; Ian Caldwell
Porwała mnie ta książka... razem z Hugo i dwoma braćmi kapłanami rozwiązywałam intelektualną zagadkę najcenniejszej relikwii chrześcijańskiej: Całunu Turyńskiego. Pragenieniem, tak bliskiemu memu sercu, papieża Jana Pawła II było pojednanie chrześcijan prawosławnych i rzymskokatolickich... jest to pragnienie też wielu z nas.... dlaczego do niego nie dochodzi, co stoi na przeszkodzie?! Jaka jest rola Kościoła i księży, jaką rolę mam do odegrania, co jest tak naprawdę ważne - te pytania nurtowały mnie przez całą lekturę, choć wciągała mnie w swój wir fascynująca fabuła wokół tajemniczej śmierci kuratora wystawy. Książka to porządna dawka historycznej wiedzy- jakże inaczej odczytywać będę teraz kanoniczne Ewangelie, poznałam tzw. harmonię ewangelijną, czyli Diatessaron napisany około 150 lat po Chrystusie.
I coś bardzo ważnego (zacytuję):TYSIĄC DWIEŚCIE CZWARTY to najczarniejszy rok w historii między Kościołami katolickim i prawosławnym. Gorszy nawet niz rok, w którym półtora wieku później nastąpiła schızma. W 1204 roku katoliccy rycerze pożeglowali do Ziemi Swiętej w ramach trwającej czwartej krucjaty. Po drodze jednak zatrzymali się najpierw w Konstantynopolu. Mieli zamiar połączyć siły z chrześcijańskimi armiami Wschodu, aby wspólnie z prawosławnymi braćmi wyruszyć na największą ze wszystkich wojen religijnych. To jednak, co zastali w prawosławnej stolicy, różniło się od wszystkiego, co widzieli na katolickim Zachodzie. Konstantynopol był wówczas bastionem chrześcijaństwa. Od upadku Rzymu chronił całą Europę. Ani razu jego mury nie zostały zdobyte przez barbarzyńskich najeźdźców, a w ich obrębie w nienaruszonym stanie przetrwały tysiącletnie bogactwa.
Skarby starożytności i największy zbiór chrześcijańskich relikwii, jaki kiedykolwiek istniał na ziemi.
Tymczasem na Zachodzie przez osiem wieków po upadku starożytnego Rzymu najazdy barbarzyńców i rządy obcych władców powodowały ciągły chaos. Katolicy byli biedni. Głodni. Zmęczeni.
Krzyżowcy nie mieli środków na opłacenie okrętów, którymi żeglowali,i nie stać ich było na świętą wojnę. Widząc bogactwa prawosławnej stolicy, katoliccy rycerze popełnili największy błąd w tysiącletniej historii podziału chrześcijańskiego Kościoła.
Zamiast popłynąć do Ziemi Świętej, napadli na Konstantynopol.
Gwałcili prawosławne kobiety i mordowali prawosławnych księży.
Zabijali braci chrześcijan, puszczali z dymem całe dzielnice miasta, zmietli z powierzchni ziemi wspaniałą bibliotekę konstantynopolitańską. W świątyni Hagia Sophia, wschodnim odpowiedniku bazyliki Świętego Piotra, na tronie posadzili prostytutkę. A kiedy cesarz nie mógt zapłacić olbrzymiego okupu, którego zażądali za zwrócenie miastu wolności - nawet kiedy stopił całe swoje złoto - wdarli się do prawosławnych świątyń i zrabowali relikwie.Dzisiejsze bogactwo wszystkich kościołów świata zachodniego to
jedynie blade odbicie tego, co kryły wschodnie relikwiarze. Przez cale wieki najstarsze kościoły chrześcijańskie Wschodu przesyłały swoje najcenniejsze dobra do Konstantynopola dla ochrony przed wrogami. Tych skarbów strzegła cesarska armia, a patriarchowie modlili się do Boga o ich bezpieczeństwo. Bizantyjska cywilizacja od zarania rozwijała się wokół wielkiego skarbu religii. Który my, katolicy, splądrowaliśmy.
Jestem wstrząśnięta.
wtorek, 19 sierpnia 2025
Mansfield Park; Jane Austen; Świat Książki 2024
Ależ mnie porwała ta powieść... wakacje, hamak, kawka, orzechy i ta nieprawdopodobna lektura.... Jestem zdumiona (nawet nie próbuję sobie wyobrazić reakcji mojej córki z pokolenia alfa, gdyby jakimś cudem wogóle przeczytała tą książkę) obyczajami, wychowywaniem, obowiązkami mieszkańców XIX wiecznej Anglii. Fanny Price, która została przygarnięta przez bogatych krewnych dorasta w przepychu ale i z surowymi zasadami. Jest inteligentna, dobra, pracowita, niezwykle skromna, ale i bardzo samotna. Samotna w swoim bólu i w swoich rozterkach miłosnych. Autorka plecie historie o moralności, o dobru, które zwycięża, o wierności swoim przekonaniom, o które tak trudno walczyć, ale zawsze warto!
"Jeśli jakąkolwiek zdolność naszej natury można nazwać cudowniejszą od pozostałych, to myślę, że jest nią pamięć. Wydaje się, że w sile, słabości i zawodności pamięci jest coś wyraźniej niepojętego niż w innych naszych władzach umysłowych. Pamięć jest niekiedy taka trwała, taka usłużna, taka posłuszna, kiedy indziej- taka zdezorientowana, taka słaba, kiedy indziej znowu- taka bezwzględna, taka niepoddająca się kontroli. Doprawdy, człowiek jest cudem pod kazdym wzgledem, ale nasze umiejętności zapamiętywania i zapominania wydają się szczególnie niepojęte."
"Powiedziane zostało wszystko, co mogło stanowić zachętę, przyjęte zostało z wdzięczną radością wszystko, co mogło stanowić zachętę, i panowie rozstali się w najlepszej przyjaźni."
wtorek, 29 lipca 2025
"TAKIE ŻYCIE JAKI TYDZIEŃ" br. Tadeusz Ruciński FSC; Wrocław 2022
Książeczkę otrzymałam od zaprzyjaźnionych Sióstr Służebniczek i ukradkiem przeczytałam w czasie i miejscu, w którym absolutnie tego robić nie powinnam, ale by przetrwać ten czas i dać mojemu umysłowi ADHD, coś czym by się zajął, bo siedzenie w ciszy, nieruchomo mogłoby spowodować uszczerbek na moim zdrowiu psychicznym ;-) dla dobra siebie i zebranych razem ze mną zapoznałam się z jej treścią :)
Notuję jeden fragment, ale jest taką petardą, że szok! Jakby się tak zastanowić, tak wziąć do serca to naprawdę można byłoby nie marnować chwil, cennych chwil. Ja sama się tak zakręcam, nakręcam i pracuję, pracuję, gonię, denerwuję na siebie i innych choć mam świadomość bezsensowności tej gorączkowej krzątaniny, co po prostu cudownie widać na pogrzebach, kiedy odchodzi Ktoś, kto myślał, że bez jego działań świat nie będzie funkcjonował, a okazuje się, że świat nawet nie zauważa, że go nie ma. Dalej się kręci i dalej kręcą się na nim ludzie. Lubię wycieczki rowerowe i za każdym razem dziwię się, że gdziekolwiek nie pojadę mieszkają ludzie i na tym skrawku ziemi, który posiadają walczą z chwastami, nawożą kwiaty, myją okna....
I wszystko to wydaje się tak bezsensowne... można to jednak wszystko przekuć w coś wiecznego, pięknego, świętego... niby takie proste a jednak TRUDNE! Dziwię się bardzo sobie i nie bardzo wiem z czego to wynika, że mimo, że wiem co jest LEPSZE wybieram to gorsze?! Jesteśmy naprawdę dziwini! Ale dość! Oddaję głos autorowi:
"Jak to się dzieje, że człowiek tak się dał skołować, że kręci się szybciej niż wskazówki zegara, nie zauważając, że czasu się nie prześcignie i że pośpiech wcale go nie oszczędza, lecz traci raczej to, do czego ów czas został człowiekowi dany. Nieustannie powtarzane "nie mam czasu" oznacza to, że "nie mam głowy, serca, chęci" do zamyślenia się, do przypomnienia sobie o tym, co może tak nas nie goni, ale może być wazniejsze od tego, co się niby "musi". Ot, choćby modlitwa osadzająca człowieka w Bogu i w rzeczywistości, czyli w życiu realnym, a nie w wirtualnym. Magiczno- elektroniczno- halucynogenna kultura TV i smartfonu coraz bardziej pogrąża nas w nieuwadze, w niepamięci, w niepowadze, w nierzeczywistości- w jakimś rodzaju niebytu, niby-życia. Odchodzi się od tego i traci to, co naprawdę ludzkie, Boże, sensowne, piękne, dobre i prawdziwe. A życie staje się coraz trudniejszym do zniesienia (przemienność pobudzenia i nudy przechodzącej w stany depresyjne). Najgorzej, że większość z nas przywyka do tego i sądzi, że inaczej żyć nie można, bo "tak wszyscy", bo "takie czasy", bo "takie jest życie..."
Dlatego trzeba jakby zejść z tej szalonej "karuzeli", przestać się gorączkowo kręcić, wysiąść z "super-expresu" pośpiechu, by odkryć, że czas – jego chwile, godziny, dni, tygodnie – to krople ycia, zbyt cennego, by zmienić je w coś w rodzaju "przejścia pijanego przez ruchliwą ulicę". Życie bowiem może być- dzień za dniem- marnowane, tracone, ale może tez być zyskiwane i tworzące nasze człowieczeństwo i naszą wieczność już teraz. Ludzie święci, chodzący po świecie jaby w "okularach wiary" byli twórcami, artystami życia. Nic w ich życiu nie było zbędnego, bezsensownego, zmarnowanego. Żaden z nich nie "zabijał" czasu. Zbyt wielką miał bowiem ten czas wartość w ich oczach, w oczach Boga i tych, którym ten czas można było najpiękniej ofiarować."
Autor pokazuje rodzicom, opiekunom na przykładzie bł Edmunda Bojanowskiego, na co zwracać uwagę, by dzieci wzrastały w uważności, świadomości i celowości swoich wyborów, tak by dzień za dniem, tydzień za tygodniem przeżyć całe swoje życie.
Finis coronat opus.
piątek, 25 lipca 2025
"ORĘDZIA MATKI BOŻEJ Z MEDJUGORIE OD 1984"
"ORĘDZIA MATKI BOŻEJ Z MEDJUGORIE OD 1984"
Mała książeczka, która jednak nie jest łatwą lekturą z wielu powodów. Ale od początku! Co roku biorę udział w Biegowej Pielgrzymce na Jasną Górę. Jednym z duchowych opiekunów jest ks.Wojciech, wielki czciciel Maryi. Od Niego otrzymałam cudowny wizerunek Pani z Medjugorie, który wisi u mnie w sypialni i której co rano i co wieczór patrzę w ciepłe, piękne oczy (nawet swój make up, wykonuję na Jej wzór ;-)). I w najgorszym grzechu, Jej spojrzenie nie czyni wyrzutów, nie grozi lecz cicho szepcze: "córko moja, jestem przy tobie" i ja Jej ufam i powierzam to wszystko, co na dnie mojego serca leży skryte, czego się boję, z czym się zmagam i zwykłą swoją szarą codzienność. Do tego "obrazu" modlę się jak tylko jestem w sypialni: powierzam swoje intencje.
Razem z obrazem przyszła ta książeczka. Dlaczego jest trudną pozycją?
Po pierwsze jej monotonia: wezwania dotyczą podobnych treści, kończą się taką samą frazą i jeśli ktoś chce ją po prostu przeczytać to może nie dać rady. Ja podeszłam do niej jak do wieczornej modlitwy, bo czytałam zawsze przed snem. Prosiłam Ducha Świętego, by pomógł mi odczytać słowa Maryi w kontekście mojego życia i zazwyczaj czytałam orędzia z danego roku.
Po drugie czytając orędzia próbowałam sobie Bożą Rzeczywistość poukładać w głowie, mieć jakieś wyobrażenie. Regularnie objawa się Matka Boża, która jest w Niebie, wie jak wygląda czyściec, piekło i wiele spraw życia wiecznego (z pewnością jest to tu na ziemii trudne do ogarnięcia) i pewnie Maryi trudno by nam było wyjaśnić to tak by nam tą rzeczywistość przybliżyć i jej objawienia dotyczą prostych, oczywistych (wiadomo, to zawsze najtrudniejszych) spraw, takich jak modlitwa, miłość bliźniego czy bezgraniczne oddanie Bogu. Ogromny nacisk kładzie na modlitwę, która ma moc pomóc (jak to możliwe?!?!?!) realizować Jej plany dla świata, powstrzymywać Szatana. Trudne to bardzo wszystko.
Po trzecie: Matka Boża przychodzi na ten rzeczywisty świat i nie robi to na tym świecie wrażenia. Przyjmuje je garstka pobożnych osób. Wielu chrześcijan uważa to za niemożliwe, a co dopiero ateiści, wyznawcy innych religii, czy światopoglądów. Dlaczego zawsze to tak wygląda- nie mogę zrozumieć! Bylismy w Raju, a jednak czegoś musiało nam brakować, skoro zjedliśmy to przeklęte jabłko i dlaczego tyle tysięcy lat jestesmy tu, zmagamy sie ze swoimi małymi i dużymi problemami, dlaczego Bóg tak to urządził, że swojego Syna oddał, by Go ludzie zakatowali, szydzili, ubliżali Mu i w końcu zabili. Czy naprawdę takie cierpienie mogło się Bogu podobać, taka była Jego wola?! I gdy Bóg się narodził, narodził się w stajni (jak to wogóle możliwe?!?!?!) i Swoje stopy stawiał na ziemskim piachu. Dlaczego ziemia nie drżała- chodził po niej BÓG?!?! Tak wielu Go odrzuciło. Czy tak musi być, że ciągle są w nas wątpliwości? Co się z sercem naszym stało, że Stwórcy Swojego nie poznaje? Dlaczego Szatan ma taką władzę nad światem?! Trudne to bardzo wszystko.
I dlaczego Jezus, Maryja są tacy cisi, pokorni. Dlaczego tak się poświęcają dla innych, ciężko pracują. Dlaczego takie cechy podobają się Bogu. Dlaczego nie przebojowość, przyjemności?
Jak w tych wszystkich naszych planach na co dzień: pracy, gotowaniu, zakupach, treningach, oglądaniu filmów można podobać się Bogu. To niemożliwe! On jest święty, a we mnie wszystko brudne, grzeszne, słabe, przyziemne. Pragnę życia wiecznego w Niebie, ale to pragnienie to tylko takie życzenie- po prostu weź mnie Boże do nieba, bo nic nie robię by tego dokonać sama (zresztą to też niemożliwe)! Ot i takie to we mnie ta lektura wzbudziła dylematy i lęk i gdyby tylko nie to życzliwie spojrzenie Maryi z tego obrazu, zwątpiłabym.
Kilka fragmentów, które szczególnie poruszyły gdzieś serduszko:
"Drogie dzieci! Cieszę się z powodu was wszystkich, którzy jesteście w drodze do świętości i proszę was, pomóżcie swoim świadectwem tym, którzy nie potrafią żyć święcie. Dlatego, drogie dzieci, niechaj wasza rodzina będzie miejscem, gdzie się rodzi świętość" (24 VII 1986)
"Wy, drogie dzieci, nie możecie zrozumieć, jaka jest wartość modlitwy, póki sami nie powiecie: teraz jest czas modlitwy, teraz nie ma dla mnie nic ważniejszego , teraz nie jest dla mnie ważna żadna osoba oprócz Boga. Drogie dzieci, poświęćcie się modliwie ze szczegółną miłością, a Bóg będzie wam mógł odwajemnić się łaskami." (2 X 1986)
"Drogie dzieci, dzisiaj pragnę wezwać was, byście codziennie modlili się za dusze w czyściu cierpice. Każdej duszy potrzebna jest modlitwa i łaska, by dotarła do Boga i Bożej miłości. Poprzez to i wy, drogie dzieci, zyskujecie mowych sprzymierzeńców, którzy pomogą wam zrozumieć, że ziemskie sprawy nie są dla was ważnie i że powinniscie jedynie dążyć do nieba. Dlatego, droge dzieci, módlcie się nieustannie, byście mogli pomóc i sobie i innym, którym modlitwa przyniesie radość" (6 XI 1986)
"Drogie dzieci! Dziś pragnę zaprosić was znowu do modlitwy. Kiedy modlicie się, jesteście piękniejsi jak kwiaty, które po śniegu ukazują swoje piękno i wszystkie kolory stają się delikatne. Tak również wy po modlitwie ujawniacie przed oczami Boga więcej tej piękności, która sprawia, że jesteście Mu drodzy. Dlatego, drogie dzieci, módlcie się i otwórzcie wnętrze Panu, aby On mógł uczynić z was piękny kwiat, harmonijny dla nieba". (18 XII 1986)
"Drogie dzieci! Dzisiaj was wszystkich pragnę otulić swoim płaszczem i poprowadzić na droge nawrócenia. Drogie dzieci, proszę was, oddajcie Panu całą swoją przeszłość, wszystko zło, które nagromadziło się w waszych sercach. Pragnę, by każdy z was był szczęśliwy, a z grzechem nikt szczęśliwy być nie może. Dlatego, drogie dzieci, módlcie się, a wmodlitwie poznacie nową drogę radości. Radość pojawi się w waszych sercach i w ten sposób będziecie radosnymi świadkami tego, czego od każdego z was oczekujemy, ja i mój Syn. Błogosławię was!" (25 II 1987)
"Drogie dzieci! Wzywam każdego z was, by zaczął życie w Bożej miłości. Drogie dzieci, macie skłonność do grzechu i bez zastanowienia się, oddajecie się w ręce szatana. Wzywam Was, by każdy świadomie zdecydował się na Boga i przeciw szatanowi. Jestem waszą Matką, dlatego pragne was wszystkich poprowadzić do całkowitej świętości. Pragnę, by każdy z was był szczęśliwy tutaj na ziemi i by każdy z was był ze mną w niebie. To, drogie dzieci , jest celem i pragnieniem mojego przyjścia tutaj." (25 V 1987)
"Drogie dzieci ! Wzywam was do oddania się Bogu. W tym czasie pragnę szczególnie, żebyście wyrzekli się rzeczy, do których jesteście przywiązani, a które szkodzą waszemu życiu duchowemu. Dlatego, dzieci, zdecydujcie się w pełni na Boga i nie pozwólcie szatanowi wejść w wasze życie przez te rzeczy, które wam szkodzą, a także waszemu życiu duchowemu. Dzieci, Bóg ofiarowuje się wam w pełni, a możecie Go tylko w modlitwie odkryć i poznać." (25 II 1990)
Drogie dzieci ! Dziś jak nigdy dotąd wzywam was do modlitwy. Niech wasza modlitwa będzie modlitwą o pokój. Szatan jest silny i pragnie zniszczyć nie tylko ludzkie życie, ale i przyrodę i planetę, na której żyjecie. Dlatego, drogie dzieci módlcie się, abyście przez modlitwę byli chronieni przez Boże błogosławieństwopokoju. Bóg posłał mnie między was, abym wam pomogła. Jeśli chcecie- weźcie różaniec. Już sam różaniec może dokonać cudów na świecie i w waszym życiu. Błogosławię was i pozostaję z wami dopóki bedzie taka wola Boża. Dziękuję wam, że dochowujecie wierności mojej obecności tutaj, gdyż wasza odpowiedź służy dobru i pokojowi."
(25 I 1991)
"Kiedy Bój jest z wami macie wszystko, a kiedy Go nie pragniecie, biedni jesteście i zagubieni i nie wiecie po czyjej stronie stoicie. Dlatego, drogie dzieci, zdecydujcie się na Boga, a wtedy otrzymacie wszystko." (25 XII 1991)
"Drogie dzieci ! Dzisiaj wzywam was byście stali się moimi świadkami żyjąc w wierze swoich ojców. Dzieci, szukacie znaków i orędzi, a nie widzicie, że Bóg wzywa was przez każdy wschód słońca o poranku, abyście się nawrócili i powrócili na drogę prawdy i zbawienia. Dzieci, wiele mówicie o swoim nawróceniu, a mało czynicie. Dlatego nawracajcie się i zacznijcie żyć moimi orędziami – nie w słowach, ale w życiu i wtedy dzieci będziecie mieć siłę, byście się zdecydowali na prawdziwe nawrócenie serca". (25 IX 1998)
"Drogie dzieci ! W tym czasie łaski, gdy również przyroda przygotowuje się, by pokazać najpiękniejsze kolory w roku, dzieci, ja was wzywam, byście otworzyli wasze serca Bogu Stworzycielowi, aby On was przemienił i ukształtował na Swój obraz i podobieństwo, aby wszelkie dobro, które zasnęło w waszym sercu przebudziło się do nowego życia i pragnienia wieczności".
(25 II 2010: ostatnie przed narodzinami Sary :-)
"Drogie dzieci ! Kiedy patrzycie na bogactwo barw w przyrodzie, które daje wam Najwyższy, otwórzcie serce i z wdzięcznością módlcie się o wszelkie dobro i powiedzcie: jestem tu stworzony do wieczności i pragnijcie spraw niebieskich, bowiem Bóg was kocha niezmierną miłością. Dlatego dał wam również mnie, abym wam powiedziała: drogie dzieci, jedynie w Bogu jest wasz pokój i nadzeja." (25 IX 2012)
"Mój Syn, który jest z wiecznej teraźniejszości, On mówi do Was słowami życia i zasiewa miłość w otwarte serca." (2 X 2017)
"Drogie dzieci, moje matczyne serce cierpi, gdy patrzę na moje dzieci, które nie kochają prawdy, które ją ukrywają, gdy patrzę na moje dzieci, których modlitwie nie towarzyszą uczucia i uczynki. Jestem smutna, gdy mówię Mojemu Synowi, że wiele moich dzieci nie ma już wiary, że nie znają Go – Mojego Syna. Dlatego wzywam was, apostołowie mojej miłości, próbujcie spojrzeć na samo dno ludzkiego serca i tam na pewno znajdziecie mały, ukryty skarb. Patrzeć w ten sposób to jest miłosierdzie Ojca Niebieskiego. Szukać dobra nawet tam, gdzie jest największe zło, próbować zrozumieć siebie nawzajem, a nie osądzać – o to właśnie prosi was Mój Syn. A ja jako matka wzywam was, abyście Go słuchali. Moje dzieci, duch jest silniejszy niż ciało, niesiony miłością i uczynkami przezwycięża wszelkie przeszkody. Nie zapominajcie, że Mój Syn was kochał i kocha. Jego miłość jest z wami i w was kiedy jesteście jednością z Nim. On jest światłością świata, nikt i nic nie będzie w stanie Go zatrzymać w ostatecznej chwale. Dlatego, apostołowie mojej miłości, nie bójcie się dawać świadectwa prawdy. Dawajcie jej świadectwo z zachwytem, poprzez uczynki, miłość, poświęcenie, a przede wszystkim z pokorą. Dawajcie świadectwo prawdy wszystkim, którzy nie poznali Mojego Syna. Ja będę z wami, ja będę wam dodawać odwagi. Dawajcie świadectwo miłości, która nigdy nie ustaje, ponieważ pochodzi od Ojca Niebieskiego, który jest wieczny i który oferuje wieczność wszystkim moim dzieciom. Duch Mojego Syna będzie z wami. Wzywam was ponownie, moje dzieci, módlcie się za waszych pasterzy, módlcie się, aby mogła ich prowadzić miłość Mojego Syna. Dziękuję wam". (2 XI 2018)
"Przebaczenie jest wyższą formą miłości" (2 VI 2019)
Książeczkę zwieńczają wybrane przez redakcję modlitwy. Piękne. Mnie szczególnie poruszyły i chciałabym włączyć je do swoich: "Jezu, to z miłości do Ciebie, za nawrócenie grzeszników i dla zadośćuczynienia za grzechy popełnione przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi" (Piękna Pani, Fatima 13 VII 1917)
Modlitwa Anioła z Fatimy
“O mój Boże, wierzę w Ciebie, wielbię Cię, ufam Tobie i kocham Cię!
Błagam Cię o przebaczenie dla tych, którzy w Ciebie nie wierzą,
nie wielbią Cię, nie ufają Tobie i Ciebie nie kochają!”
“Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu i Duchu Święty,
uwielbiam Cięw najgłębszej pokorze, ofiarując najdroższe Ciało i Krew,
Duszę i Bóstwo Pana naszego Jezusa Chrystusa,
obecne na wszystkich ołtarzach świata jako wynagrodzenie za zniewagi,
świętokradztwa i obojętność jakimi jest On obrażany.
I przez nieskończone zasługi Jego Najświętszego Serca i Niepokalanego Serca Maryi,
proszę Ciebie o łaskę nawrócenia biednych grzeszników”. Amen.
Na końcu swoich rozważań wracam do wizerunku Maryi w mojej sypialni: " Nie potrzeba słów. Wystarczy spojrzenie, aby słyszało się niewypowiedziane słowa i niewyrażone uczucia. Tam, gdzie panuje miłość nie liczy się już czasu. " (2 XII 2019)
piątek, 31 stycznia 2025
AMERYKAŃSKIE LATO Catrin Collier (Prószyński i S-ka)
Ferie zimowe- książka polecona przez bibliotekarkę. Nie moja bajka. Nie mniej jednak lekka, ciepła książka. Zaskakujące zakończenie- to akurat mi się podobało.
Każdy ma w życiu takie jedno niepowtarzalne lato. Dla dwóch brytyjskich studentek, Penny i Kate, oraz dwóch Amerykanów, Bobbiego i Sandy’ego, są nim letnie miesiące spędzone na Cape Cod w 1968 roku. Ciepłe, leniwe dni wypełnia miłość, śmiech i muzyka, w tle wydarzenia historyczne: wojna w Wietnamie, zamach na Roberta Kennediego. (Taki zbieg okoliczności, bo jednocześnie oglądam serial 11.22.1963 o zamachu na J.F. Kennediego i podobnie jak książka, film też nie jest z kategorii tych, które porywają). Sielanka kończy się pewnej nocy, kiedy samochód Bobbiego rozbija się o drzewo i staje w płomieniach, a nad wydarzeniami przejmuje kontrolę stara, zgorzkniała kobieta, babka Bobbiego, Charlotte Brosna, raz na zawsze odmieniając losy tych, którzy wypadek przeżyli. Kate zginęła na miejscu, Sandy został poważnie oparzony, Penny miała połamane nogi i żebra, a Robert uciekł, zaciągną się jako ochotnik na wojnę w Wietnamie, gdzie poległ nie widząc już nigdy więcej rodziny i bliskich. Po latach Penny dostaje list z prośbą, by wróciła do Ameryki i pomogła naprawić zło, jakie wydarzyło się tamtej nocy. Razem z synem Bobbiego, Andym Johnem, przyszłym studentem medycyny, którego wychowywała sama lecą do Nowego Jorku opowiedzieć PRAWDĘ całemu światu, o wydarzeniach tamtego amerykańskiego lata.
Każdy odbierze tą książkę w kontekście własnych doświadczeń, przeciwności może pragnień. Dla tych, którzy są w trudnych związkach, tęsknią, czy nie mogą być z ukochanymi osobami poruszy zapewne postawa Bobbego w stosunku do zakochanej w nim do szaleństwa dziewczyny. Kiedy ona wyznaje mu miłość i składa deklarację, że to się nigdy nie zmieni, on reaguje złością wypowiadając raniące słowa: "Kocham Cię teraz! Czy to za mało?" W obliczu śmierci zreflektuje się i sam odczuje, jak bardzo dla kochającego serca miłość tylko tu i teraz jest zdecydowanie niewystarczająca. Bo z ukachaną osobą chce się dzielić codzienność, ale i mieć poczucie bezpieczeństwa, że tak już będzie zawsze, że się razem zestarzeją. A tym, którzy tego nie mogą z róznych powodów dostać, niech wystarczy MIŁOŚĆ tu i TERAZ i niech to TERAZ choć troszkę zahaczy o PRZYSZŁOŚĆ.
sobota, 28 grudnia 2024
Stasi & John Eldredge "URZEKAJĄCA" Odkrywanie Tajemnicy Kobiecej Duszy ; Logos 2011
Każda kobieta (ja też) tęskni, by być kochaną. Każda kobieta czuje się jak Kopciuszek, chce być uratowana przez Księcia i mieć życie jak w bajce. Godzinami słucham piosenek o miłości, marząc o tym, by taka miłość była i moim udziałem. Wiele zranień, wiele przekazów od wielu osób, które sprawiły, że uwierzyłam, że inne kobiety są mądre, piękne, wartościowe a ja mam cichutko wykonywać swoje obowiazki. Oddzielam mak od grochu a moje serce żebrze romansu, chce motyli w brzuchu i chce odegrać niezastąpioną rolę w wielkiej przygodzie.
Autorzy tej książki przekonują, że jestem urzekająca, że mam własne piękno do odsłonięcia. Uspokajają moje sumienie, pokazując, że pragnienia tkwiące w moim sercu pochodzą od Boga i stanowią część Jego zamysłu wobec Ewy, czyli wobec mnie. Boga, który mówi mi o tym, kim jestem jako kobieta, i jaką mam odegrać rolę.
"Czuły i kuszący, bliski i czarujący, bez reszty oddany. Och tak, nasz Bóg ma żarliwe, romantyczne serce."
Święty Augustyn powiedział, że znalazł odpowiedź na swoje pytania w pięknie świata:
"Powiedziałem do wszystkich tych rzeczy: "Powiedzcie mi o moim Bogu, którym wy nie jesteście, powiedzcie mi coś o Nim!" I wielkim głosem krzyknęły: "On sam nas stworzył" (Ps 100,3). Moim pytaniem była uwaga, jaką im poświęciłem, a ich odpowiedzią-piękno."
"Boże, nakładam z wdzięcznoscią zbroję, którą mi dałeś- przepasuję się pasem prawdy, łącząc wszystko, co jest wrażliwe w mojej kobiecości, przede wszystkim potrzebę , abym była zdobywana, aby dla mnie walczono. Dziękuję Ci za codzienne zabieganie o mnie i walkę dla mnie.
Przepasuję także moje pragnienie, by być niezastąponą w Twoim wielkim planie. Umieściłeś we mnie to pragnienie, a ja otaczam je Twoją prawdą, w nadziei, ze je spełnisz. Daj mi oczy, abym widziała każdy dzień w świtle Twoich działań, żyła w wielkości Twojej historii.
Przepasuję moje pragnienie, by nieść życie poprzez piekno, którym mnie obdarowałes. Proszę Cię, abyś kontynuował odkrywanie i potwierdzanie tego, co pragniesz zrobić przeze mnie i przez wszystko, co mi dałes. Ufam, że Ty nadałeś mi imię, obdarowałeś mnie miłością, pięknem, darami, które mogę przelać na swoją rodzinę, moich przyjaciół i tych, tórych Ty do mnie przyprowadzisz. Niech ten dzień będzie ofiarą miłości, złożoną przed Tobą na ołtarzu mojego życia."
Twoje życie jest Historią Miłości, umieszczoną w samym środku walki na śmierć i życie. Piękno, przygoda, intymność- to rzeczy jak najbardziej prawdzicwe. Ale toczy się walka o ich zdobycie i utrzymanie. Walka o twoje serce i o serca wszystkich wokół ciebie. "Pan mocarz wojny, Jahwe jest imię Jego" (Wyj 15,3) Jezus walczy w twoim imieniu i w imieniu tych, których kochasz. On prosi, byś do Niego dołączyła.
Przypomnij sobie, a może nawet odkryj po raz pierwszy - jesteś urzekająca.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)








