czwartek, 20 sierpnia 2026

ŻYCZĘ CI PRZYJACIELA; Anselm Grun; Święty Paweł; 2006

Mała książeczka, ale niosąca tak wielki ładunek pozytywnej energii, bo przecież o czymś tak ważnym, nadającym życiu smak ... o przyjaźni. Po prostu ją warto przeczytać.
Amicus certus in re incerta cernitur (Cycero)- pewnego przyjaciela poznaje się w sytuacji niepewnej "Ton bólu cichnie, gdy rozbrzmiewa w piersi przyjaciela"(J.W von Goethe) "Przyjaciel nie udziela rad" "Przy przyjacielu mogę być słaby. Mogę złożyć broń i pokazać swoje rany" „Sine amico nihil amicum” -bez przyjaciela nic nie wydaje się przyjazne (św.Augustyn) Pięknie o przyjaźni pisze A. De Saint-Exupery w "Małym Księciu": -Szukam przyjaciół. Co znaczy "oswoić"? - Jest to pojęcie zupełnie zapomniane - powiedział lis. - "Oswoić" znaczy "stworzyć więzy". - Stworzyć więzy? - Oczywiście - powiedział lis. - Teraz jesteś dla mnie tylko małym chłopcem, podobnym do stu tysięcy małych chłopców. Nie potrzebuję ciebie. I ty mnie nie potrzebujesz. Jestem dla ciebie tylko lisem, podobnym do stu tysięcy innych lisów. Lecz jeżeli mnie oswoisz, będziemy się nawzajem potrzebować. Będziesz dla mnie jedyny na świecie. I ja będę dla ciebie jedyny na świecie. - Zaczynam rozumieć - powiedział Mały Książę. - Jest jedna róża... zdaje mi się, że ona mnie oswoiła...(...) Nie ma rzeczy doskonałych - westchnął lis i zaraz powrócił do swej myśli: - Życie jest jednostajne. Ja poluję na kury, ludzie polują na mnie. Wszystkie kury są do siebie podobne i wszyscy ludzie są do siebie podobni. To mnie trochę nudzi. Lecz jeślibyś mnie oswoił, moje życie nabrałoby blasku. Z daleka będę rozpoznawał twoje kroki - tak różne od innych. Na dźwięk cudzych kroków chowam się pod ziemię. Twoje kroki wywabią mnie z jamy jak dźwięki muzyki. Spójrz! Widzisz tam łany zboża? Nie jem chleba. Dla mnie zboże jest nieużyteczne. Łany zboża nic mi nie mówią. To smutne! Lecz ty masz złociste włosy. Jeśli mnie oswoisz, to będzie cudownie. Zboże, które jest złociste, będzie mi przypominało ciebie. I będę kochać szum wiatru w zbożu... Lis zamilkł i długo przypatrywał się Małemu Księciu. - Proszę cię... oswój mnie - powiedział. - Bardzo chętnie - odpowiedział Mały Książę - lecz nie mam dużo czasu. Muszę znaleźć przyjaciół i nauczyć się wielu rzeczy. - Poznaje się tylko to, co sie oswoi - powiedził lis. - Ludzie mają zbyt mało czasu, abu cokolwiek poznać. Kupują w sklepach rzeczy gotowe. A ponieważ nie ma magazynów z przyjaciółmi, więc ludzie nie mają przyjaciół. Jeśli chcesz mieć przyjaciela, oswój mnie! - A jak się to robi? - spytał Mały Książę. - Trzeba być bardzo cierpliwym. Na początku siądziesz w pewnej odległości ode mnie, ot tak, na trawie. Będę spoglądać na ciebie kątem oka, a ty nic nie powiesz. Mowa jest źródłem nieporozumieć. Lecz każdego dnia będziesz mógł siadać trochę bliżej... (...) „Idź jeszcze raz zobaczyć róże. Zrozumiesz wtedy, że twoja róża jest jedyna na świecie". I kiedy chłopiec patrzy na róże, odkrywa, że wprawdzie są piękne, ale w rzeczywistości są niczym. Bo „nikt was nie oswoił i wy nie oswoiłyście nikogo. (...) Oczywiście moja róża wydawałaby się zwykłemu przechodniowi podobna do was. Lecz dla mnie ona jedna ma większe znaczenie niż wy wszystkie razem, ponieważ ją właśnie podlewałem". "Z przyjacielem u boku, żadna droga nie jest daleka" (przyslowie japońskie) "Czym dla ptaka są skrzydła, tym dla człowieka przyjaźń, ona podnosi go z kurzu ziemi" "Kiedyś byłem młody, szedłem sam, wyboista była moja droga. Byłem szczęśliwy, gdy znalazłem towarzysza- Człowieka cieszy człowiek." (staroskandynawskie pieśni Edda) Towarzysz mnie nie oganicza. Udaje się ze mną w podróż. Kocha wolność tak, jak ja. Nie przyklejamy się do siebie, ale poznajemy świat. Udajemy się w podróż, aby zbierać doświadczenia. "Twoim pawdziwym przyjaielem jest ten, Kto pozwala ci zobaczyć twoje błedy, I kto pomaga ci je naprawić, Zanim dostrzegą je twoi wrogowie." (Christian Dietrich Grabbe) Krytyka przyjaciela jest zawsze służbą miłości. (...) Tylko w pzestrzeni zaufania czuję się wolny i dzięki tej wolności mogę powiedzieć pzyjacielowi to, do czego zmusza mnie moje serce. Tylko dzięki pełnemu zaufaniu przyjaciel może przyjąć krytykę, nie czując się atakowanym." "Miłość polega na tym, że chronią się i kochają dwie samotności" (Rainer Maria Rilke) Przyjaźń zaś nie zna zazdrości. Wszystkie trzy formy miłości- eros, filia i agape- nieustannie się przenikają. Także w miłości pożądliwej może rozbłysnąć miłość czysta. Natomiast w miłości przyjacielskiej wyczuwam miłość najczystszą, którą odbieram jako dar od Boga. Przyjaźń zawsze ma domieszkę składnika erotycznego. Czuję się przyciągany przez przyjaciela. W historii filozofii "pragnienie dobra" (Wohl- Lust) szybko zmieniło się w rozkosz (Wollust). ZAGROŻENIA PRZYJAŹNI: 1) nuda "Żadna przyjaźń nie oprze się nudzie" (Georges Bernanos) 2) nadmierna aktywność Kto jest stale zajęty, kto ucieka w pracę, ten nie tylko nie będzie miał czasu na przyjaźń, lecz nie będzie umiał być nikomu przyjacielem. To nie ludzie sukcesu są najlepszymi przyjaciółmi, lecz ci, którzy zostali doświadczeni przez los; ci, którzy stawiają czoła zagrożeniom; ci, którzy są świadomi swoich słabości i ograniczeń. Przyjaźń wymaga otwartości na innych. Kto zamienia swoje uczucia na aktywność, ten nie będzie potrafił podzielić się nimi z przyjacielem. Kto nie ma już czym się dzielić, ten nie może być niczyim przyjacielem. Doświadczać przyjaźni i rozkoszować się nią może tylko ten, kto godzi się na własną biedę. Johann Wolfgang von Goethe stwierdził, że „tylko nam biednym, którzy nie mamy niczego lub mamy niewiele, dano obficie rozkoszować się szczęściem przyjaźni. Nie mamy niczego poza sobą, więc musimy poświęcić całych siebie". 3) brak równowagi w przyjaźni „Każda nadmierna przewaga jednej strony zaburza przyjaźń" (Adolf baron von Knigge) 4) nadmierne obdarowywanie "Przesyt dobrych uczynków osłabia przyjaźń, zamiast ją wzmacniać" (Ernest Raupach) "Gdybyż to lżył mnie nieprzyjaciel, z pewnością bym to znosił; gdybyż przeciw mnie powstawał ten, który mnie nienawidzi, ukryłbym się przed nim. Lecz jesteś nim ty, równy ze mną, przyjaciel, mój zaufany, z którym żyłem w słodkiej zażyłości, chodziliśmy po domu Bożym w orszaku świątecznym". (Ps 55, 13-15) fragment pojawia się w kontekście przyjaźni, ale na mnie ten urywek Pisma świętego zrobił kiedyś piorunujące wrażenie, gdy w swoim parafialnym kościele w Brzozowie, przeczytałam go po raz pierwszy w ciemnicy. Jezus się skarży... nie bolałoby mnie tak, gdyby mnie zdradzili wrogowie, ale TY?! I jest moim wyrzutem sumienia za każdym razem kiedy wybieram niewłaściwie.... Przyjaźń nie powstaje przez pytanie: "Kochasz mnie?", lecz raczej: "Czy uznajesz tę samą prawdę?" Przyjaciela nie znajduje ten, kto go potrzebuje, lecz ten, kto dzieli z drugą osobą coś, co ich oboje przerasta. Przyjaciele mają takie samo upodobanie w pięknie i prawdzie. "Tylko wtedy możemy mieć przyjaciół, gdy chcemy się zaprzyjaźnić także z czymś innym." (Clive S.Lewis) Jeśli Jezus jest Przyjacielem "zastępczym", widać to po dniu codziennym: wówczas przy całej duchowości wychodzi z nasagresja, frustracja i niezadowolenie. Jeśli zaś ktoś przeżywa rzeczywistą przyjaźń z Jezusem, jego serce jest wielkie. Promienieje dobrem i łagodnością, miłym sposobem bycia i uprzejmością. Dobrze i bezpiecznie czuje się we własnym sercu, bo wie, że Jezus jest przy nim. Szanuje ludzi. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. (J, 15,13) „Świat jest taki pusty, jeśli pomy-ślimy, że są w nim tylko góry, rzeki i miasta. Ale gdy wiemy, że gdzieś istnieje Ktoś, kto się z nami zgadza i z kim żyjemy dalej w milczeniu, to dopiero czyni z tej ziemi zamieszkały ogród" (Johann Wolfgang von Goethe ) No to pozostaje nam jedynie życzyć sobie PRZYJACIELA. <3

wtorek, 14 lipca 2026

TY JESTEŚ IMIĘ MOJE (Katarzyna Zyskowska- Ignaciak; Wyd. Filia)

Taka MIŁOŚĆ zdarza się bardzo rzadko. Może to rekompensata za to, że krótka. Umrzeć szczęśliwym, że dane było żyć u boku ukochanej osoby i bez niej już nie musieć. Okupowana Warszawa, Powstanie Warszawskie – młodzi, zdolni, odważni ludzie. Jakie to niesprawiedliwe, jak boli. Trzeba nam pamiętać! Ty jesteś moje imię i w kształcie, i w przyczynie, i moje dłuto lotne. Ja jestem, zanim minie wiek na koniu-bezczynie, ptaków i chmur zielonych złotnik. Ty jesteś we mnie jaskier w chmurze rzeźbiony blaskiem nad czyn samotny. Ja z ciebie ulew piaskiem runo burz, co nie gaśnie, każdym życiem i śmiercią stokrotny. Ty jesteś marmur żywy, przez który kształt mi przybył, kształt w wichurze o świcie widziany, który o mleczne szyby buchnął płomieniem grzywy i zastygł w dłoni jak z gwiazdy odlany. I jesteś mi imię ruchów i poczynaniem słuchu, który pojmie muzykę i sposób, który z lądu posuchy wzejdzie żywicą-duchem w łodygę głosu. Krzysztof Kamil Baczyński1 (1 III 42 r.)

wtorek, 7 lipca 2026

JAK BIEGAĆ SZYBCIEJ. OD 5 KM DO MARATONU. Brad Hudson, Matt Fitzgerald; Wyd. Spetem

Książka "Jak biegać szybciej. Od 5 kilometrów do maratonu" autorstwa trenera Brada Hudsona (trenera i założyciela Performance Training Group) i Matta Fitzgeralda (autora poradników dla triatlonistów);
Po książkę sięgnęłam ponieważ to pytanie dręczy mnie każdego dnia ;-) Przygotowuję się do maratonu w Ostrawie (6.09.2026) i postanowiłam zobić to według wskazówek tych właśnie autorów; nie mniej jednak nie będzie to dokładny test na skuteczność tego planu treningowego, ponieważ kiedy doczytałam, że do maratonu przygotowuje się 20 tygodni (!!!!!); to do mojego zostało 12... więc od tego momentu staram się podążać jego wskazówkami. Sam autor przyznaje, że jeśli chcę by mój start w maratonie był totalną klapą to mam się trzymać tego planu ściśle ;-) Brad Hudson jest twórcą biegania adaptacyjnego, polgającego na tym, że ogólne założenia modyfikuję w zależności od samopoczucia, zmęczenia, czy innych zmiennych. Tak wygląda początek realizacji tego planu, bo wymarzyłam sobie rowerową pielgrzymkę na Jasną Górę (200km) więc pierwszy tydzień rezygnowałam z kiklu treningów by skupić się na przygotowaniu do tej wyprawy, a że akurat w dzień kiedy miałam jechać pogoda postanowiła pobijać rekordy upałów musiałam przełożyć wyjazd o tydzień co spowodowało, że i drugi tydzień treningów biegowych był okrojony. Nie mniej jednak autorzy przekonali mnie do swojej koncepcji, pozatym potrzebowałam zmiany, świeżości. Czy to będzie zmiana na lepsze? Wierzę, że tak. Najlepsze jest to, że wydrukowałam sobie plan treningowy z poziomu 1 (2,3- to jakiś kosmos!) a po pewnym czasie dotarłam do rozdziału na temat biegania po 40-ce, gdzie są zupełnie inne plany (takie objętościowo przez pół); ale odczytałam to opatrznościowo: spróbuj mocniej i więcej: na ograniczenia przyjdzie jeszcze czas! No to spróbujmy!!!! Odpowiedzią na tytułowe pytanie zdaje się być: -zwiększenie objętości treningowej (kontuzje nie biorą się od dużej liczby przebiegniętych kilometrów tylko od ich drastycznego zwiększania) - opieranie treningu na samopoczuciu i warunkach panujących danego dnia - zróżnicowane bodźce: w tygodniowym planie biegacz powinien uwzględniać biegi regeneracyjne, długie wybiegania, biegi progowe, podbiegi sprintem, powtórzenia podbiegów oraz treningi uzupełniające

piątek, 10 kwietnia 2026

Trylogia Zaufania: "Zaufaj, puść i kochaj" Monika Górska; Fabryka Opowieści; 2022

Tak trudno jest opowiedzieć o swojej wierze. Tak trudno dać świadectwo. Podziwiam autorkę Trylogii Zaufania za odwagę. To takie intymne, osobiste poruszenia serca. To podjęcie ryzyka, że się nie zostanie zrozumianym, albo zrozumianym źle, a nawet wyśmianym, zlekceważonym. Ponaglenie serca musiało jednak być tak silne, że powstają książki, które niosą w świat ważne przesłanie: jesteś kochany- naprawdę Ty, nie ludzkość: TY! Uwierz w to, zaufaj, puść i kochaj Ty także. Czytałam tą pozycję jak swój własny pamiętnik. Choć historia mojego życia toczy się zupełnie innym torem, to moje przeżywanie wiary jest tak podobne; to samo mnie wzrusza, zachwyca i z drugiej strony martwi. Mam w zwyczaju przeczytaną książkę na swoje potrzeby streszczać, zapisywać różne cytaty, które w jakiś szczególny sposób mnie dotknęły. I przy tej pozycji szczególnie cieszę się z tego, bo pamieć jest tak ulotna, a z nieukrywaną przyjemnością przypomniałam sobie te fragmenty, które czytając zaznaczyłam (zaskoczyły mnie na nowo)! "Po czym poznaję, że Najlepszy Scenarzysta Świata maczał w tym palce? Mam bardzo prosty test: SAMA BYM SOBIE TEGO NIE WYMYŚLIŁA!" Genialne! "Nie narzekaj, że masz pod górkę, gdy idziesz na szczyt"- zamierzam się tak też motywować, robiąc ciężkie treningi ;-) "Przeszkody to schody. I to ja mogę zdecydować, czy pójdę nimi w górę czy w dół" Wiele osób bliskich mojemu sercu nie praktykuje obrzędów religijnych. Nie rozumie ich znaczenia, wręcz są wrogo nastawieni, nawet jeśli gdzieś na dnie swojego serca czują przekonanie, że Bóg jest. Jak wytłumaczyć? Przecież to opowieść jak z jakiś mitów czy legend. O Trójcy, o aniołach i demonach, o Bogu, który rodzi się w stajni, z matki dziewicy. Jakie to trudne! Jestem przekonana, że nie da się uwierzyć rozumowo. Wiara to łaska, dar. Od czego zacząć? "Najpierw uwierzyć, że On jest mną absolutnie zachwycony! No przecież mnie taką wymyślił! Na swój obraz i podobieństwo. Wymarzył mnie sobie! Mam więc już wszystko co potrzeba. I to WSZYSTKO mogę z siebie dawać. I pomnażać talenty, które od Niego dostałam. Właśnie dziś. Choć przeciez nie jestem święta. Chciałabym być. I wierzę, że kiedyś będę. Ale jeszcze nie jestem". "Od jakiegoś czasu myślę o tym, jak wiele potrafią zmienić takie małe, drobne gesty. Ile dobra wywołać. Nie chodzi o nic wielkiego. Zwolnienie kroku, kiedy tamta pani chce stanąć przede mną w kolejnce, przepuszczenie tego kierowcy z bocznej ulicy, modlitwa za tę zapłakaną dziewczynę na moście albo za tamtego starszego pana, który biegnie do tramwaju. Żeby zdążył. Porozumiewawczy błysk oka do zmęczonej kasjerki. Uśmiech, a nawet cień uśmiechu. Uspokajające muśnięcie ramienia. Mocniejszy niż zwykle uścisk dłoni.... Szukałam dla tych drobnych gestów nazwy. I wydaje mi się, że znalazłam: mikroczynki. Jak drobinki dobra, jak okruszki dobrych uczynków. Subtelene jak pocałunek motyla. (...) I nagle porusza mnie myśl, że jedna pomarańcza podana kobiecie z urwaną siatką, na rogu krasińskiego, jak uderzenie skrzydeł motyla może wywołać ogromną falę. Tsunami czułości w Uttar Pradesh." "Po raz kolejny przekonałam się, że mogeę móc. I mogę nie móc. Ale żeby móc, najpierw potrzeba decyzji. I zrobienia tego pierwszego kroku. A potem następnych. I zaufania, że jesli jest to zapisane w Najlepszym Scenariuszu Świata, to będzie mi dane. A jesli nawet nie jest zapisane, to zawsze mogę o to poprosić. Wszyscy ewangeliści (...) zgodnie cytują słowa Jezusa: - Proś, a będzie ci dane. (...) Czy to nie cudowne? To on sam mnie prosi, żebym jego prosiła! I żebym Mu w pełni zaufała, że będzie mi dane. Że otrzymam". "Uczyniwszy na wieki wybór, w każdej chwili wybierać muszę. (Jerzy Liebert). Podobnie jest z zaufaniem. Każda chwila sprawdza, czy naprawdę ufam. Każdy nowy trud, nowe cierpienie, nowe wyzwanie, nowy człowiek na mojej drodze, to nowy wybór: -Jezu ufam! Albo i: Jezu....nie ufam Tobie!" Modlitwa. Trudno mi uklęknąć i w skupieniu odmówić modlitwy, te które obiecałam. Za nienarodzone dziecko w duchowej adopcji, za kapłana w modliwie margaretkowej, za swoje dzieci w róży różańcowej, do Maryi Szkaplerznej, modlitwa brewiarzowa. Moje myśli są wszędzie, a ciało najczęściej usypia. Choć staram się przesycać modlitwą cały mój dzień to jest dalekie od ideału, pełne chaosu, ale cieszę się i tymi chwilami, one są przecież odzwierciedleniem tego, jaką jestem ja. Bóg wie, czego mi potrzeba, zna intencje mojego serca i mam nadzieję, że mi wybacza to dziadostwo. Chciałabym by po prostu każde bicie mojego serca i każdy oddech, który wykonuję modlił się za mnie. Monika Górska proponuje: ZWZ: NAJPROSTSZA MODLITWA ŚWIATA: Z: ZAWIERZENIE, nawet wbrew własnej logice. To daje taki pokój. I niesamowite poczucie wolności i lekkości. Chroni przed natrętnymi jak komary, kiedy zbiera się na deszcz, myślami. W: WDZIĘCZNOŚĆ, która w naturalny, bezbolesny sposón rodzi radość. I tak pięknie pozwala złapać dystans do siebie. Chroni przed jęczeniem, narzekaniem i krytykanctwem. Z: ZACHWYT. Jak zakochanie dodaje skrzydeł. Rodzi entuzjazm. Chroni przed rezygnacją, lenistwem i niewiarą w siebie. Jak świerkowe szczapy w kominku rozpala ducha. A z niego biorą się myśli i działanie. Ku pięknu. Tak, by zachwycało do pracy. I by się zmartwychwstało... i piękne słowa hymnu: "O Trójco wieczna, jesteś Oceanem głębokim, w którym im więcej szukam, tym więcej znajduję, a im więcej znajduję, tym więcej Cię szukam. Przyoblecz mnie w siebie, abym stała się Twoim obrazem, o Potęgo, Mądrości i Miłości, Ojcze, Synu i Duchu Święty" "Nieodmiennie mnie wzrusza, ze w Liturgii Godzin łączymy się wszyscy. Każdego dnia i w każdym miejscu na świecie, duchowni czy świeccy, mężczyźni i kobiety, młodzi i starsi, modlimy się tak samo. W hymnach, psalmach, fragmentach Pisma Świętego i traktatów Ojców Kościoła, prośbach za wszystkich potrzebujących, w Kantyku Zachariasza rano i Magnificat Maryi wieczorem, ogarniamy modlitwami cały Boży świat. Jakbyśmy wszyscy razem byli podłąćzeni do jednej wielkiej elektrowni, która ładuje go miłością i pokojem". (No i ja podłączyłam się do tej elektrowni. Ściągnęłam sobie brewiarz w aplikacji na telefon- cudne czasy- nie trzeba skomplikowanych procedur, odszukiwania odpowiedniego roku, antyfon i pieśni; wszystko gotowe :) "Bardzo mnie wzruszają te słowa Maryi do Gabriela: "Let it be". Niechaj się stanie. To te same slowa, którymi Bóg stworzył świat. Niechaj się stanie Światłość... A teraz Maryja powtarza je, by z narodzeniem Jezusa świat mógł się narodzić na nowo. Niech tak będzie, jak mówisz! Niech tak będzie, jak chcesz." Tak sobie myślę, że gdyby tak umieć mówić Bogu codziennie, za każdym razem, "Bądź wola Twoja"- ach jak cudnym miejscem do życia byłby ten świat! Zamiast tego w większości przypadków jest wola moja, a co za tym idzie grzech, rozgoryczenie, zawód....eh.... "Za chwilę ruszam na Górę Przemienienia. I już teraz proszę o cud. Jesli prawdą jest, że człowiek w sześćdziesięciu-siedemdziesięciu procentach składa się z wody, to ja proszę Matkę Jezusa, żeby szepnęła swojemu Synowi, żeby całą tą wodę przemienił w wino. Może być niskoprocentowe. Byleby zmieniło moje smutki i żałobne lamenty w radość i wesele." :-) Cudne! :-) "Da się platonicznie kochać, ale nie da się platonicznie ufać" "Namaste znaczy w sanskrycie: "Światło we mnie kłania się Światłu w tobie" albo "Boskość we mnie kłania się boskości w tobie". Gdyby się tak witać z każdym, mając na uwadze, że jest światynią Boga- podchodzilibyśmy do siebie z szacunkiem i godnością. "Znaki znaczą. To taki sekretny język, który rozpoznaje się sercem. Symbol, przez który widać to, czego nie widać." Odbierasz i przeżywasz wydarzenia swojego życia, tak, jakie masz do tego podejście. Na przykład jeśli ktoś osobie chorej mówi: "Będę się za ciebie modlić"; to jedni powiedzą, banał! Pusty frazes! Dziecinada! Ale jeżeli wierzysz, że modlitwa ma realną moc i że osoba to wypowiadająca życzy tobie dobrze i chce pomóc tak jak potrafi, to co pojawia się w twoim sercu: wdzięczność i pokój. Albo inny przykład: ktoś powie: "przypadek", "zbieg okoliczności" a inny zobaczy w tym działanie Boga, który się o Ciebie troszczy. Jakie uczucia są w sercach tych osób: u tych pierwszych zdarzenie niczego nie zmieni; u tych drugich pojawi się wdzięczność, zachwyt, radość. Dlaczego wolisz karmić się jadem politycznego przekazu mediów, które zachęca cię do oczerniania innych, w imię realnego wpływu na sytuacje w kraju? Czy nie wolisz pójść na spacer i serdecznie uśmiechać się nawet do tych, którzy mają przeciwne do twoich poglądy? Jakie uczucia rodzą się w Twoim sercu: zamiast pogardy i nienawiści, (które odbierają i tobie zdrowie i spokojny sen) mieć życzliwość i pokój? "Praca pracuje na siebie. Misja porywa innych." Czy to nie jest prawdziwe i w kontekście księży i każdego z nas, na przykład mnie jako nauczyciela? Jest co poprawiać! "The best present is present". :-) Czytam jakiś fragment Pisma świętego kolejny już raz, wydaje mi się, że wycisnęłam z niego wszystko, a wieokrotnie ktoś podsuwa jakieś inne spojrzenie, jakieś podejście z innej strony i rozdziawiam szeroko usta w zaskoczeniu, że zupełnie tak tego nie odbierałam. Monika potrafiła mnie tak podejść kilkukrotnie. "W grece jest kilka słów, które wyrażają miłość. Eros, agape, filia i storge. Agape to jest rolls-royce Miłości. To miłość bezwarunkowa, miłość bez powodu, totalne oddanie się komuś, bez targowania i oczekiwania czegoś w zamian. Filia to miłość przyjacielska, braterska. Dużo w niej pokoju, harmonii i ciepła. Storge to miłość wspólnych wartości. Czułość, która ukołysze jak matka w ramionach, pocieszy i wspiera. Eros, wiadomo, bliższy jest zakochaniu i namiętności. Więc kiedy Jezus pyta pierwszy raz Piotra, czy Go miłuje, używa słów "agapas me?" Ale Piotr nie odpowiada w taki sam sposób. On mówi: - Tak.kocham. Ale słowo, jakiego używa, wskazuje na inny rodzaj miłości: "te filia" Więc Jezus grzecznie powtarza: - Czy miłujesz mnie? Może już mocniej wymawia to słowo, jakby chciał je docisnąć, tak, żeby Piotr ne miał juz wątpliwości, o jaką miłość go pyta. Ale Piotr powtarza swoje. Moze już wie, że może nie potrafi jeszcze kochać wszechogarniającą, bezinetersowną miłością jak Bóg. I teraz jest najbardziej genialny moment tego dialogu. Jezus nie strzela focha. Nie mówi: - Ale mi przykro! To ja cię powołałem, prowadziłem, zrobiłem cię nowym człowiekiem, dałem ci nowe imię, a teraz ty tak Mi odpłacasz? To ma byc miłość? Ani nie pyta Piotra po raz trzeci, czy go miłuje. Ale pyta: - Czy kochasz Mine? Fileis me? Schodzi do jego poziomu. Akceptuje Piotra takim, jaki jest. Wie, że kiedyś dorośnie do innego rodzaju miłości, kiedy zaprowadzą go tam, dokąd nie będzie chciał. Ale teraz przyjmuje jego miłość, taką jaką jest". I sprawa Kościoła. Tak mnie boli, jak tyle na niego wylewa się pomyj, oszczerstw, żartów. Ile dla niego dzisiaj nienawiści! A choćby sam papież, biskupi, kapłani niedomagali, to przecież tylko dzięki nim mamy dostęp do sakramentów, inaczej się nie da! Tak mi przykro, że nie jest bez zarzutu. Tak bym chciała, by pociągał za sobą, by był mężny, waleczny, święty. "I pomyśleć tylko, że u samych źródeł chrześcijaństwa jest nawrócony zdrajca i nawrócony morderca chrześcijan, Paweł. Im właśnie powierza Jezus swój Kościół. Co się dziwić, że jest taki poraniony. Tyle ma zmarszczek! (...) Ma juz przecież dwa tysiące lat! Tak bym chciała, żeby był idealny. Czysty. (...) A jest taki jak my. Jak nasze rodziny. Jak ja." "Ja do was mówię poprzez wszystko, z czym spotykacie się w dniu waszym. Chciejcie tylko zatrzymać pęd waszych myśli, ustalcie się we mnie. (...) Kto idzie w imię Moje, Moje oblicze pokazuje światu: OBLICZE MIŁOŚCI. Ile jej w was, tyle Mnie." (słowa Jezusa w "Pozwólcie ogarnąć się miłości". Anna Dąmbska) Chrześciajaństwo jest takie piękne. Wystarczy tylko zaufać, zaufać i puścić, zaufać, puścić i kochać.

piątek, 27 lutego 2026

PIĄTA EWANGELIA; Ian Caldwell

Porwała mnie ta książka... razem z Hugo i dwoma braćmi kapłanami rozwiązywałam intelektualną zagadkę najcenniejszej relikwii chrześcijańskiej: Całunu Turyńskiego. Pragenieniem, tak bliskiemu memu sercu, papieża Jana Pawła II było pojednanie chrześcijan prawosławnych i rzymskokatolickich... jest to pragnienie też wielu z nas.... dlaczego do niego nie dochodzi, co stoi na przeszkodzie?! Jaka jest rola Kościoła i księży, jaką rolę mam do odegrania, co jest tak naprawdę ważne - te pytania nurtowały mnie przez całą lekturę, choć wciągała mnie w swój wir fascynująca fabuła wokół tajemniczej śmierci kuratora wystawy. Książka to porządna dawka historycznej wiedzy- jakże inaczej odczytywać będę teraz kanoniczne Ewangelie, poznałam tzw. harmonię ewangelijną, czyli Diatessaron napisany około 150 lat po Chrystusie. I coś bardzo ważnego (zacytuję):TYSIĄC DWIEŚCIE CZWARTY to najczarniejszy rok w historii między Kościołami katolickim i prawosławnym. Gorszy nawet niz rok, w którym półtora wieku później nastąpiła schızma. W 1204 roku katoliccy rycerze pożeglowali do Ziemi Swiętej w ramach trwającej czwartej krucjaty. Po drodze jednak zatrzymali się najpierw w Konstantynopolu. Mieli zamiar połączyć siły z chrześcijańskimi armiami Wschodu, aby wspólnie z prawosławnymi braćmi wyruszyć na największą ze wszystkich wojen religijnych. To jednak, co zastali w prawosławnej stolicy, różniło się od wszystkiego, co widzieli na katolickim Zachodzie. Konstantynopol był wówczas bastionem chrześcijaństwa. Od upadku Rzymu chronił całą Europę. Ani razu jego mury nie zostały zdobyte przez barbarzyńskich najeźdźców, a w ich obrębie w nienaruszonym stanie przetrwały tysiącletnie bogactwa. Skarby starożytności i największy zbiór chrześcijańskich relikwii, jaki kiedykolwiek istniał na ziemi. Tymczasem na Zachodzie przez osiem wieków po upadku starożytnego Rzymu najazdy barbarzyńców i rządy obcych władców powodowały ciągły chaos. Katolicy byli biedni. Głodni. Zmęczeni. Krzyżowcy nie mieli środków na opłacenie okrętów, którymi żeglowali,i nie stać ich było na świętą wojnę. Widząc bogactwa prawosławnej stolicy, katoliccy rycerze popełnili największy błąd w tysiącletniej historii podziału chrześcijańskiego Kościoła. Zamiast popłynąć do Ziemi Świętej, napadli na Konstantynopol. Gwałcili prawosławne kobiety i mordowali prawosławnych księży. Zabijali braci chrześcijan, puszczali z dymem całe dzielnice miasta, zmietli z powierzchni ziemi wspaniałą bibliotekę konstantynopolitańską. W świątyni Hagia Sophia, wschodnim odpowiedniku bazyliki Świętego Piotra, na tronie posadzili prostytutkę. A kiedy cesarz nie mógt zapłacić olbrzymiego okupu, którego zażądali za zwrócenie miastu wolności - nawet kiedy stopił całe swoje złoto - wdarli się do prawosławnych świątyń i zrabowali relikwie.Dzisiejsze bogactwo wszystkich kościołów świata zachodniego to jedynie blade odbicie tego, co kryły wschodnie relikwiarze. Przez cale wieki najstarsze kościoły chrześcijańskie Wschodu przesyłały swoje najcenniejsze dobra do Konstantynopola dla ochrony przed wrogami. Tych skarbów strzegła cesarska armia, a patriarchowie modlili się do Boga o ich bezpieczeństwo. Bizantyjska cywilizacja od zarania rozwijała się wokół wielkiego skarbu religii. Który my, katolicy, splądrowaliśmy. Jestem wstrząśnięta.

wtorek, 19 sierpnia 2025

Mansfield Park; Jane Austen; Świat Książki 2024

Ależ mnie porwała ta powieść... wakacje, hamak, kawka, orzechy i ta nieprawdopodobna lektura.... Jestem zdumiona (nawet nie próbuję sobie wyobrazić reakcji mojej córki z pokolenia alfa, gdyby jakimś cudem wogóle przeczytała tą książkę) obyczajami, wychowywaniem, obowiązkami mieszkańców XIX wiecznej Anglii. Fanny Price, która została przygarnięta przez bogatych krewnych dorasta w przepychu ale i z surowymi zasadami. Jest inteligentna, dobra, pracowita, niezwykle skromna, ale i bardzo samotna. Samotna w swoim bólu i w swoich rozterkach miłosnych. Autorka plecie historie o moralności, o dobru, które zwycięża, o wierności swoim przekonaniom, o które tak trudno walczyć, ale zawsze warto! "Jeśli jakąkolwiek zdolność naszej natury można nazwać cudowniejszą od pozostałych, to myślę, że jest nią pamięć. Wydaje się, że w sile, słabości i zawodności pamięci jest coś wyraźniej niepojętego niż w innych naszych władzach umysłowych. Pamięć jest niekiedy taka trwała, taka usłużna, taka posłuszna, kiedy indziej- taka zdezorientowana, taka słaba, kiedy indziej znowu- taka bezwzględna, taka niepoddająca się kontroli. Doprawdy, człowiek jest cudem pod kazdym wzgledem, ale nasze umiejętności zapamiętywania i zapominania wydają się szczególnie niepojęte." "Powiedziane zostało wszystko, co mogło stanowić zachętę, przyjęte zostało z wdzięczną radością wszystko, co mogło stanowić zachętę, i panowie rozstali się w najlepszej przyjaźni."

wtorek, 29 lipca 2025

"TAKIE ŻYCIE JAKI TYDZIEŃ" br. Tadeusz Ruciński FSC; Wrocław 2022

Książeczkę otrzymałam od zaprzyjaźnionych Sióstr Służebniczek i ukradkiem przeczytałam w czasie i miejscu, w którym absolutnie tego robić nie powinnam, ale by przetrwać ten czas i dać mojemu umysłowi ADHD, coś czym by się zajął, bo siedzenie w ciszy, nieruchomo mogłoby spowodować uszczerbek na moim zdrowiu psychicznym ;-) dla dobra siebie i zebranych razem ze mną zapoznałam się z jej treścią :) Notuję jeden fragment, ale jest taką petardą, że szok! Jakby się tak zastanowić, tak wziąć do serca to naprawdę można byłoby nie marnować chwil, cennych chwil. Ja sama się tak zakręcam, nakręcam i pracuję, pracuję, gonię, denerwuję na siebie i innych choć mam świadomość bezsensowności tej gorączkowej krzątaniny, co po prostu cudownie widać na pogrzebach, kiedy odchodzi Ktoś, kto myślał, że bez jego działań świat nie będzie funkcjonował, a okazuje się, że świat nawet nie zauważa, że go nie ma. Dalej się kręci i dalej kręcą się na nim ludzie. Lubię wycieczki rowerowe i za każdym razem dziwię się, że gdziekolwiek nie pojadę mieszkają ludzie i na tym skrawku ziemi, który posiadają walczą z chwastami, nawożą kwiaty, myją okna.... I wszystko to wydaje się tak bezsensowne... można to jednak wszystko przekuć w coś wiecznego, pięknego, świętego... niby takie proste a jednak TRUDNE! Dziwię się bardzo sobie i nie bardzo wiem z czego to wynika, że mimo, że wiem co jest LEPSZE wybieram to gorsze?! Jesteśmy naprawdę dziwini! Ale dość! Oddaję głos autorowi: "Jak to się dzieje, że człowiek tak się dał skołować, że kręci się szybciej niż wskazówki zegara, nie zauważając, że czasu się nie prześcignie i że pośpiech wcale go nie oszczędza, lecz traci raczej to, do czego ów czas został człowiekowi dany. Nieustannie powtarzane "nie mam czasu" oznacza to, że "nie mam głowy, serca, chęci" do zamyślenia się, do przypomnienia sobie o tym, co może tak nas nie goni, ale może być wazniejsze od tego, co się niby "musi". Ot, choćby modlitwa osadzająca człowieka w Bogu i w rzeczywistości, czyli w życiu realnym, a nie w wirtualnym. Magiczno- elektroniczno- halucynogenna kultura TV i smartfonu coraz bardziej pogrąża nas w nieuwadze, w niepamięci, w niepowadze, w nierzeczywistości- w jakimś rodzaju niebytu, niby-życia. Odchodzi się od tego i traci to, co naprawdę ludzkie, Boże, sensowne, piękne, dobre i prawdziwe. A życie staje się coraz trudniejszym do zniesienia (przemienność pobudzenia i nudy przechodzącej w stany depresyjne). Najgorzej, że większość z nas przywyka do tego i sądzi, że inaczej żyć nie można, bo "tak wszyscy", bo "takie czasy", bo "takie jest życie..." Dlatego trzeba jakby zejść z tej szalonej "karuzeli", przestać się gorączkowo kręcić, wysiąść z "super-expresu" pośpiechu, by odkryć, że czas – jego chwile, godziny, dni, tygodnie – to krople ycia, zbyt cennego, by zmienić je w coś w rodzaju "przejścia pijanego przez ruchliwą ulicę". Życie bowiem może być- dzień za dniem- marnowane, tracone, ale może tez być zyskiwane i tworzące nasze człowieczeństwo i naszą wieczność już teraz. Ludzie święci, chodzący po świecie jaby w "okularach wiary" byli twórcami, artystami życia. Nic w ich życiu nie było zbędnego, bezsensownego, zmarnowanego. Żaden z nich nie "zabijał" czasu. Zbyt wielką miał bowiem ten czas wartość w ich oczach, w oczach Boga i tych, którym ten czas można było najpiękniej ofiarować." Autor pokazuje rodzicom, opiekunom na przykładzie bł Edmunda Bojanowskiego, na co zwracać uwagę, by dzieci wzrastały w uważności, świadomości i celowości swoich wyborów, tak by dzień za dniem, tydzień za tygodniem przeżyć całe swoje życie. Finis coronat opus.